Jak przestałem palić nie rzucając palenia

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Już za kilka dni koniec roku. Zacznie się kolejny. To czas szczególny, czas przekręcania się licznika. Kończymy jakiś etap i zaczynamy następny. Okres noworoczny to zwykle czas robienia rozmaitych postanowień. Wiele osób postanawia np. rzucić palenie. Chwała im za to, szczególnie jeśli wytrwają w tym postanowieniu, bo postanowić a dotrzymać, to dwie zupełnie różne kwestie.

Może zainteresuje Was moja historia.

Paliłem przez prawie 20 lat. Stopniowo coraz słabsze papierosy ale za to coraz więcej - trzy paczki dziennie. Nie przeszkadzało mi to szczególnie ale pomyślałem sobie, że może by tak jednak nie palić. Mniej więcej w tym czasie przeczytałem gdzieś o propozycji jakiegoś psychologa dla chcących przestać palić. Facet zdecydowanie odradzał podejście typu: rzucam palenie. Wyjście z jakiegokolwiek nałogu to walka ze sobą. Świadomość, że ma się wytrzymać bez palenia już do końca życia jest przytłaczająca. To za duży ciężar na szali przeciwnej do szali powziętego postanowienia na wadze woli człowieka. Zwykle prowadzi do porażki.

Proponował coś innego: gdy się rano obudzisz, powiedz sobie, że DZIŚ nie palisz, a co będzie jutro, to się zobaczy. Ciężar, jaki na siebie w ten sposób bierzemy jest bez porównania mniejszy. Wbijając zęby w tynk chyba każdy wytrzyma do północy. Nie zrobi z gęby przysłowiowej cholewy. I odniesie swoje małe zwycięstwo nad sobą. Jeśli uda nam się zasnąć i przespać do rana, to znów postanawiamy: DZIŚ nie palę. I tak dzień po dniu. Łatwiej odnieść szereg małych zwycięstw niż jedno wielkie. Ale triumf składa się z szeregu małych wygranych. A jeśli nawet któregoś ranka nie powtórzymy naszego postanowienia i zapalimy, to i tak pozostaniemy w zgodzie ze sobą, bo nie złamiemy danego sobie słowa.

W miejscu mojej pracy obowiązywał zakaz palenia ale nie przejmowałem się nim szczególnie. Trzymałem popielniczkę na zewnętrznym parapecie okna i bezczelnie (za co biję się w piersi) podtruwałem, a w zimie - narażałem na chłód zajmujące ze mną pokój niepalące koleżanki. Często wpadała do mnie na papierosa inna koleżanka, Zuzia.

W końcu postanowiłem zweryfikować w praktyce propozycję pana psychologa. I dzień po dniu (bez wyjątku) odnosiłem swoje małe zwycięstwa (łatwo nie było). Niektórych dziwiło, że nosiłem ze sobą papierosy. Tak, dokładnie, na początku nosiłem. Wbrew pozorom tak było bezpieczniej. Bo gdyby dopadła mnie przemożna chęć zapalenia i nie miałbym papierosa ze sobą, to zacząłbym go szukać u kolegów. A gdybym znalazł, na pewno bym zapalił. Wolałem więc walczyć ze sobą w określonych z góry, niezmiennych warunkach. Zabrzmi to anegdotycznie ale Zuzia wciąż przychodziła do mnie na papierosa, ja ją częstowałem i paliła. Po jakichś trzech tygodniach doszedłem do wniosku, że już mogę nie nosić ze sobą papierosów. Jak zwykle przyszła Zuzia z prośbą, by dać jej zapalić.

- Przykro mi ale nie mam papierosów, Zuziu.

- Ty nie masz? Nie wierzę.

- Nie mam, bo nie palę już od 3 tygodni.

- Jak to nie palisz? Przecież paliliśmy razem.

- Nie, Zuziu, to Ty paliłaś. :-)

Mijały i mijają kolejne dni, a ja wciąż NA RAZIE nie palę. Już prawie 13 lat. :-)

Muszę wspomnieć jeszcze o czymś. Nadmieniłem wyżej, że palenie mi nie przeszkadzało. Dopiero po jakimś czasie doceniłem wartość decyzji, by nie palić. Jeszcze co najmniej przez 2 lata wykasływałem z płuc zbieraną tam pieczołowicie sadzę. Nie doceniamy możliwości czystego, swobodnego oddychania. Do czasu.

Na koniec dwie uwagi.

  1. Gdy ktoś nie pali jakiś czas, niech nie sięga po papierosa z myślą, że już wygrał, że wyszedł z nałogu, więc może sobie zapalić tego JEDNEGO. Bo jeśli jeden, to dlaczego nie dwa? A jeśli dwa, to dlaczego nie trzy? A jeśli trzy, to... Nie można być częściową dziewicą. Albo się pali albo nie, albo 1 albo 0. Innych opcji nie ma. Ten kto palił, na zawsze pozostanie palaczem. Problem tkwi w głowie. Palacze podobnie jak alkoholicy mogą być palącymi albo nie palącymi. Ja jestem palaczem niepalącym.
  2. Ponieważ problem tkwi w głowie, jest kwestią wyrzeczeń. Łatwiej wyrzec się palenia na dzień niż na zawsze. Dlatego ta metoda może być skuteczna. Jednak dla człowieka tkwiącego w szponach nałogu nawet niepalenie przez dzień wymaga silnej woli. Ja silną wolę mam - postanowiłem sobie kiedyś, że będę pić. I piję. ;-)

Wszystkim, którzy podejmą trud testowania metody, która sprawdziła się w moim przypadku, życzę powodzenia.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież